Sztuka, malarstwo współczesne, malarstwo sakralne, poezja

Elżbieta Wasyłyk - malarstwo, poezja, sztuka

Rozmawiała Magdalena Rabizo

Gdy myślisz: „Ecce Homo” – „Oto człowiek”- jakie obrazy, refleksje, skojarzenia to wywołuje?

Gdy myślę „Hecce Homo” Oto Człowiek, najpierw widzę Jezusa Chrystusa. Boga-Człowieka odrzuconego i zamęczonego. Zaraz potem człowieka, osobę ludzką w dwóch sekwencjach. Pierwsza przedstawia człowieka zdeformowanego brakiem miłości: druga człowieka przebóstwionego, trwającego w uwielbieniu, wolnego i radosnego, pełnego pokoju. Te dwie sekwencje maja wspólną podstawę, pierwotny obraz, stworzony na podobieństwo Boga. Od początku mojej pracy malarskiej ukazuje odległość miedzy pierwsza sekwencja a druga. Przejście od pierwszej do drugiej jest życiem naznaczonym cierpieniem. Kierunek odwrotny jest śmiercią.

Jaka jest Twoja formuła człowieka, jak widzisz istotę człowieczeństwa? W czym ona wg Ciebie realizuje się najpełniej?

Człowiek jest osoba, a osoba jest wspólnotą. Człowiek u swej podstawy, jest troistością w sensie duchowym i fizycznym, bo jest w czasie swojej dojrzałości osobą w stanie owocującym. Gdy z dwojga powstaje trzecie, to podobieństwo człowieka do Boga staje się znakiem widzialnym.

Po dramatycznych wydarzeniach w Raju związanych z nieposłuszeństwem wobec Boga, osoba ludzka cierpi z powodu deficytu troistości siebie i w sobie. To cierpienie wyraża tęsknota. Ludzie szukają siebie i siebie nawzajem i nie mogą się odnaleźć w pełni. I tak umierają, ale dzięki Bogu w Jezusie Chrystusie nie na zawsze. Przeciwwagą nieposłuszeństwa jest choćby zdecydowana chęć posłuszeństwa wobec Boga, które w przestrzeni rozbicia na ziemi Adama bez Ewy i na ziemi Ewy bez Adama w pełni, odbudowuje wzajemność wypływającą z miłosiernej cierpliwości. W ten sposób przez posłuszeństwo dokonuje się rekonstrukcja troistość przede wszystkim w wymiarze duchowym, poprzez którą Bóg w tajemnicy swojego porządku i we właściwym czasie zdejmuje z człowieka brzemię tęsknoty na wieczność.

Pomimo różnicy zadań zapisanych w płciowości, poszczególna forma jaką przybiera człowiek w ludzkim ciele, nie jest brakiem innego kształtu, który mógłby determinować jego rozwój. Suwerenna i tożsama osoba, będąca w granicach jednego ciała jest jedna, ale nie jedyna i sama ale nie samotna, ponieważ będąc Obrazem Boga zarówno jako jedna, jak i jedna w małżeńskiej dwucałości, jest wspólnotą z Bogiem, z samym sobą i z drugimi. Tę wspólnotę można przedstawić za pomocą ostrosłupa o wszystkich bokach równych, którego podstawą jest wymiar ludzki przyjmujący w wersji modelowej kształt trójkąta równobocznego. Osoba ludzka zajmująca właściwe miejsce w strukturze tych relacji – jest równa, obecna i w związku z tym tożsama. Ma możliwość przekraczania siebie w sensie tworzenia i doświadczania miłości, ponieważ jest również w sytuacji dla innych i przez innych. Osoba obecna w ten właśnie sposób jest wolna i przez to jest sobą. Wolność jest strukturą wzajemności, jest stanem porządku z którego wynika dobro. Człowiek zajmujący miejsce według porządku nie jest ograniczony, ale ma możliwość pełnego rozwoju, ponieważ przekraczanie wiąże się z budowaniem, a nie z destrukcją. Wolność w stanie realizacji nie wyklucza cierpienia, jako sytuacji przejścia ku jeszcze lepszemu. Nie wyklucza też, tu na ziemi samotności. Samotność nie jest tym samym, co osamotnienie, które jest stanem chorobowym. Jest związana z odpowiedzią Bogu i niezrozumieniem tych, dla których przeznaczone jest dobro wynikające z tej odpowiedzi.

Nie jesteśmy stworzeni do samotności. Doświadczamy jej jednak, gdy decydujemy się na życie ku wolności. Wciąż tęsknimy za swoją Ewą i naszym Adamem w nas, a samotność jest dla nas szansą, a dla niektórych jeszcze zadaniem dodatkowym, aby człowiek nie zapomniał o właściwym kierunku swojej troistości i w ten sposób nie przegapił dobra w życiu po śmierci. Jeżeli apostoł Paweł mówi, ze ku wolności wyswobodził nas Chrystus, to znaczy ze wprowadził człowieka, tego który chce, na nowo w strukturę relacji osobowych, zadanych i określonych w stworzeniu ( Rdz 2.15).

Istota człowieka wyraża się w miłości, która jest więzią wspólnoty. Więź wspólnoty wyraża się w „doglądani i uprawianiu”, zarówno w kierunku wertykalnym – między Bogiem i człowiekiem jak i horyzontalnym tj. między człowiekiem i człowiekiem. Istota człowieczeństwa realizuje się najpełniej we wspólnocie osoby ludzkiej, czyli w jej wspólnocie z Bogiem i drugim człowiekiem przez Jezusa Chrystusa, ponieważ Jezus jako Jedyny, w miejscu poza Rajem, warunkuje właściwe relacje współbycia i z Bogiem, i z ludźmi, bez przyjaźni z którymi osoba nie może rozwinąć się w pełni. Jezus Chrystus zainicjował nowe, a właściwie pierwotne personalne i wspólnotowe działanie, przywracając człowiekowi jego godność i tożsamość, a przez to optymalnie kulturotwórczy potencjał. Istota człowieczeństwa realizuje i wyraża się w kulturze, a najpełniej, gdy działania w niej podjęte wypływają z miłości miłosiernej, której wciąż brak, bo jest niewygodna, gdy ogranicza ludzki egoizm.

Człowiek w Twojej twórczości: jakie zajmuje miejsce?

Człowiek w mojej twórczości zajmuje pierwsze i rozlegle miejsce. Posługuję się widzialnym znakiem ludzkiej obecności – kształtem jej ciała. Wprawdzie cale stworzenie jest przyczyną radości, to dopiero patrząc na człowieka można doznać zachwytu, ponieważ nie tylko jest „kością z mojej kości”, uobecnieniem szczególnej, osobowej więzi zadanej osobowo, ale przede wszystkim obrazem i podobieństwem Boga, w którym człowiek jest u siebie. Człowiek jest „obrazem” – bo jest zdolny do miłości i jest „podobieństwem” – bo ma w sobie zdolność tworzenia, bo pracuje odkrywając i przekazując wartości. W ten sposób buduje przestrzeń, która jest domem i którą nazywamy kulturą.
Mój wizerunek człowieka wychodzi poza powierzchnię płótna lud jest w nią wtłoczony. Głowa najczęściej jest skierowana ku górze lub ku drugiemu człowiekowi, bo wszyscy łakniemy miłości, bo co dzień wysuszeni, spragnieni wyczekujemy tej boskiej i ludzkiej.
Nadal przedstawiam człowieka w chwili przejścia, Paschy. Ta chwila jest długa, w zasadzie trwa całe życie. Przedstawiam człowieka, który ma nadzieję, który cierpi do lepszego życia. Maluję to co już zrozumiałam, albo zaczynam rozumieć. Czasem na płótnie pojawia się radość. Jest dyskretna, ponieważ trudniej jest mi znaleźć odpowiedni kształt dla radości, również tej eschatologicznej. Potrzebuję większej dojrzałości, wciąż rozwartego trzeciego oka, albo inaczej – czystego serca.
Stopy i dłonie są zbyt duże, bo troszczą się o to co człowiekowi zadane; duże, bo w takiej skali są symbolami wysiłku, który umożliwia bycie wolnym. Jezus Chrystus wprowadza w wolność, a ludzki wysiłek jest niezbędny, aby ona urzeczywistniła się we właściwych proporcjach.

Czy artysta ma jakieś powinności, obowiązki wobec człowieka(siebie, innych)? Jeśli tak, jak je widzisz, jak powinny być realizowane? Czy współczesna sztuka te powinności wypełnia, czy może się ich zrzeka, czy z nich rezygnuje? Czy malarstwo ma tu jakieś szczególne zadanie?

Nie ulega wątpliwości, ze artysta, jak każdy człowiek, ma jasno sprecyzowane obowiązki wobec innych. Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie pożądaj są nakazami wpisanymi w strukturę osobową człowieka w celu ochrony jego suwerenności, indywidualności i troistości. Wyznaczają sposób obrony podstawowego dobra – „być”, które człowiek może rozwijać jeszcze bardziej w – „być obecnym”. Obecność to dużo więcej niż bycie, to więcej niż bycie i przestrzeganie nakazów, to stan, w którym osoba pomnaża dobro stworzone optymalnie. Artysta, poprzez umiejętności, jakimi został obdarowany, ma możliwość, a potem, obowiązek tworzenia, czyli wprowadzania w życie. Jeżeli tego nie czyni jest powodem komercji (tj. oszustwa wypływającego z lenistwa i gwiazdorstwa) czyli śmierci.
Myślę, ze sztuka wypełnia swoje powinności wobec życia w stopniu, na jaki stać poszczególnego artystę, w stopniu w jaki wypełnia swoje powinności całe społeczeństwo. A że jest kryzys w przyjmowania wartości niezmiennych i z tym związana powierzchowność i łatwizna, dlatego widać statystycznie większą marność w realizacjach plastycznych. Już od dawna obserwuję nową formę kiczu, kicz postmodernistyczny. Spogląda on z góry na dobre rzemiosło i temat. Pomimo swojego akademickiego poziomu nie dorasta nawet do mielizny duchowej. Przerośniety intelektualizm graniczy w nim z brakiem mądrości, a ta nie ma nic wspólnego ani z dobrem , ani z pięknem. Picasso otworzył drzwi do niesamowitych możliwości w sztuce, ale potrzeba i odwagi i rzetelności i odpowiedzialności, aby współtworzyć sztukę , a nie wielką mistyfikacje.

Malarstwo figuratywne ma szczególne zadanie. Jest wyjątkowym środkiem przekazu. Jest optymalnym medium umożliwiającym przekazywanie treści tematycznej i artystycznej. Mówiąc o treści tematycznej, myślę o elementarnej treść ludzkiej egzystencji, a nie o dialogu z kulturą, w którym potrzeba znajomości kodu i kontekstu. Chociaż wydaje mi się, że nieznajomość kodu nie zawsze przekreśla czytanie obrazu w ogóle. Człowiek ma w sobie łatwość kojarzenia i w sposób naturalny odczytuje wiele znaków i symboli, jeżeli nie dokładnie to poprawnie. Wyjątkowość malarstwa zawarta jest również w trzech ściśle związanych z sobą wartościach estetycznych. Pierwsza polega na tym, ze malarstwo zawiera w sobie intensywność indywidualnego i osobistego rozumienia, które poprzez widzenie i dotyk zawarte jest w niezwykle trudnym do powielenia trwaniu. W związku z tym pozwala zaspokoić w człowieku również to, co w nim niepowtarzalne i osobiste. Druga wartość to kolor, który ma znaczenie również terapeutyczne. Trzecia wartość to możliwość kreowania znaku przestrzeni w sposób właściwie nieograniczony. Wprowadza w przestrzeń makro i mikro, stwarza iluzję doczesności, aby przedstawić problem lub tworzy nowe nieznane, subiektywne przestrzenie troistych bytów, które pozwalają rozrastać się w nas potencjałowi wszelkiego tworzenia i mobilizują do wysiłku. Dzięki temu malarstwo jest również dziedziną powstawania obrazów, które mogą ułatwić wiele spotkań zaspokajających w człowieku podstawowe potrzeby duchowe. Malarstwo tematyczne zaspakaja potrzebę estetyczną i potrzebę słowa, bez którego nie ma duchowego rozwoju. Słowo jest życiotwórcze, a forma z niego wyprowadzona jest najpierw sposobem rozumienia a potem dialogiem.

z Magdaleną Rabizo -Birek rozmawiała Elżbieta Wasyłyk